Moja facjata w angielskiej rzeczywistości
Wrzesień 29, 2011
Siedzę w kuchni i jem na przemian sałatę i żelki Haribo. Wiecie co, przereklamowane są. Ani to to miękkie ani jakoś szczególnie dobre. Już wolę miśki żelki z Jutrzenki. A bo tak wisiały w funciaku to wzięłam pakę. Na tym właśnie zarabia świat- na takich Karolinach „dooobra, raz se kupie”. Zapasy porobione, właśnie wróciłam rowerem z Tesco. Trochę się na mnie ludzie dziwnie gapili jak jechałam i śpiewałam „Dżuda, Dżuda-haaa…” ale do tego chyba już się przyzwyczaiłam. A kto mnie tu zna!? Zauważyłam jednak, że w Gdańsku zaczęłam się pilnować i nie robię z siebie kretynki tak często, jak jeszcze ze 4 lata temu. Zawsze jakoś ktoś znajomy się nawinie. Przecież już jakiś czas temu spotkałam TL-ra z mojej roboty w Leclerku. Ten patrzy, a ja z wózkiem na kółkach jak babcia ze straganu. Tata mi kupił ten zarąbisty wózek. Szkoda tylko, że w jakąś zwykłą granatową kratkę, a nie chociaż podróbkę Burberry…
Dawno już tu nic nie pisałam. AHhh, bo powiem wam, że jak mam wolne, to biorę mojego zarąbistego konia (bike) i jadę do miasta a jak wracam to gotuję jakieś obiadki i tak czas mija, że o jassminum zapominam. A dużo się nazbierało. Po pierwsze zmieniłam pracę na początku września! Jeeeee! W poprzedniej już się męczyłam i czułam się jak jeleń. Trzeba było znaleźć coś lepszego, mniej męczącego i bliżej. I udało się. Czułam, że nie zawiodę się na The Best Connection. Mike od razu wydał mi się profesjonalistą, a że non-stop nosiłam czerwoną bandamkę-poznawali mnie na wejściu. Obecnie pracuję z kolejną mieszanką kulturową. Tym razem otaczają mnie panowie z Somalii: Abdi, Oma, Ali, Adam, Hussain i syn Abdiego, który ma pokręcone imię i wygląda jak młody Michael Jackson. Każdy z nich ma piątkę dzieci, no oprócz tego młodego. Wręcz jego tata mówi do mnie ostatnio, że syn nie ma dziewczyny i jest „still virgin”. Hahhahaha. W islamie jest to bardzo oczywista i otwarta rzecz. Generalnie bardzo mi pomagają, Abdi szczególnie. Jest w wieku mojego taty i wziął sobie mnie do serca. Rozmawiamy o naszych krajach, o kulturze, o religii. Ja się go pytam -„A słyszałeś o naszym prezydencie”? –„O tak, Rosjanie go zabili”. No jeśli reszta świata też tak myśli, to ja nie wiem. Ostatnio rozmawialiśmy tez o komuniźmie. W Somalii to dziadostwo też było. Słuchajcie,a jaka byłam zdziwiona kiedy mój TL (55 letni Clive, Anglik) wiedział, że Lech Wałęsa jest z Gdańska! Szok! Codziennie coś mnie szokuje. Dziś zaszokowały mnie zasady pewnej siłowni. Na basen nas nie wpuścili, bo szkoły miały w tym czasie lekcję. OK. No to idziemy na siłkę.- Nie nie nie, pani nie może. –Jakto? –Nie, bo musielibyśmy Panią najpierw zarejestrować, później musiałaby Pani przejść szkolenie z naszym trenerem, jak poprawnie ćwiczyć, ale teraz go nie ma bo jest na urlopie. Zapomniałam! Przecież Angole mają fisia na punkcie ‘health and safety”. Mają od tego specjalnych managerów. Tutaj bycie miłym, puszczenie oczka czy przyniesienie pani z okienka Kawy Jakobs nie zadziała. Oni wszyscy są dla wszystkich baaaardzo mili. A idź sobie do nas na pocztę. I jak jelenie staliśmy wystrojeni w najlepsze dresy z domu. To sobie popływaliśmy że hej. Za tydzień im nie daruję.
Nie wiem czy w Polsce, ale tu jest ostatnio baaardzo bardzo ciepło. A niby już kalendarzowa jesień, a chodziłam sobie pomieście na krótkim rękawku, podczas gdy ostatnio zawsze była to albo bluza albo kurtka. Ja w kurtce, Angole w japonkach. Ci to mają dopiero odporność. Zahaczyłam o stałe punkty na mojej mapie. Oczywiście był to Primark. W tę jesień będę „dziewczyną farmera” i kupiłam drugą już tutaj koszulę w kratkę. Będę się starała umiejętnie farmerstwo połączyć z rockiem i stylem motocyklowym. Zobaczymy co z tego wyjdzie. Musiałam zajść do polskiego sklepu, bo ja tutaj śmietany nie umiem kupować, przyznaję się bez bicia. Niby creme ale dla mnie to oni tam i tak jogurt naturalny wcisnęli. Musiałam dokończć moje danie szpinakowe, więc zaszłam. Miło poczułam się widząc znajome marki i opakowania na regałach. Jestem w domciu. Ale jak stanęłam w kolejce to już nie było tak milusio. Uwaga, buractwo się szerzy. Nieeeeee, i ja muszę do tego wracać. Nie nie nie.
Zaczęłam ostatnio pstrykać zdjęcia telefonem z moich ulubionych miejsc tutaj. Albo jakichś szczególnych, w których często bywam. Moja facjata w angielskiej rzeczywistości:
Break w nowej robocie:
Samochód, za którym teraz sikam (Nissan Leaf) :
Czekanie na autobus a raczej zastanawianie się, czy szminka mi się nie rozmazała:
Ostatni dzień w starej robocie (break):
Luba (Czech) -ziomal z pracy:
Nasze ulubione przejście:
I kluby:
Te szeregowce zdobyły moje serce:
Dooobraaaa, lece do pracy! Pozdro for All !
Czarny Blues o czwartej nad ranem
Sierpień 22, 2011
Nie wiem co tu robić. Spałam cały dzień a teraz jest 2:00 i siedzę w kuchni. Gotuję sobie akurat kukurydzę bo nie jadłam dziś/wczoraj żadnego obiadu. Chciałam zagnieść kopytka, ale mąki to my mamy tyle co kot napłakał. Trzeba będzie zajechać do Tesco. Niedziela była ładna, posiedziałam trochę w naszym angielskim ogrodzie w piżamie, aż sąsiad nie wyszedł na dwór i nie krzyknął do mnie „Hello”! Musiałam wyglądać komicznie z tym kokiem tuż nad prawym okiem. Słoneczko przyjemnie grzało a ja gapiłam się na samoloty na niebie z myślą, że niedługo sama będę siedziała z dupą w takim. Ale jeszcze nie chcę.
Z moim głosem jest nadal źle. W zasadzie nie opyla się do mnie dzwonić, bo niczego się nie usłyszy. Moja krtań się zbuntowała i na wszystko jest oporna. Na skype nawet nie wchodzę
…gotuj się kukurydzo, jestem głodna!
Codziennie czytam co nowego wydarzyło się na świecie (jakoś muszę sobie tutaj radzić bez ukochanego TVN24 i żonatego (już:() Kuźniara). Z przerażeniem wyłapuję dwa słowa: „Polak” i „Wielka Brytania”. Nie chce mi się wierzyć, że jest tego aż tyle. Najpierw zamieszki w Londynie (m.in. w Ealing-pl dzielnica) i innych miastach, potem tragedia na wyspie Jersey (Polak z Nowego Sącza wymordował całą rodzinę), teraz śmierć Polki i jej brata w Durham. Ktoś niedawno mi tu powiedział, że Polacy z wyrokami tutaj to normalka. Czytam wiadomości i się wkurzam. Jaką w końcu opinię tutaj mamy? Nie dziwię się Brytolom, jeśli mają do nas uprzedzenia, skoro ich kraj zalewa fala degeneratów.
A poznać Polkę czy Polaka na ulicy jest naprawdę łatwo. Mogą się nawet nie odzywać (bo jak już się odezwą, tylko tylko przekleństwa lecą). Myślałam, że to bajki, jak słyszałam kiedyś o tym od znajomego, ale faktycznie sprawdza się. Swój swojego pozna. Ja częściej poznaję dziewczyny. Po stroju i twarzy zwłaszcza. Cóż, ja przez miasto zawsze śmigam rowerkiem po robocie, więc najbardziej bosko to ja wtedy nie wyglądam
Mówiłam, jak 5 nieszczęść.
Do roboty przyszła nowa dziewczyna i przydzielili mi ją do szafki. Mówię na nią Cherry, bo ma też jakoś podobnie na imię. Jest z Kenii. Malutka, cicha i skromna ale jak z nią zaczęłam gadać, to okazała się bardzo sympatyczna. Walnęła mi jeszcze wieścią, że jestem bardzo ładna i takie tam. Porypało ich. Ahaaa, nasz ‘clever’-czyli Pan Murzynek (ten sam, któremu wciskałam ciemnoty, że mój boy w Polscemiał najpierw operację na wyrostek robaczkowy a teraz zdiagnozowali u niego chorobę psychiczną), zrobił progres. Ponieważ gdy tylko się do mnie zaczynał odzywać od razu gasiłam go tekstem, że nie chcę, żeby do mnie gadał i że ja też nie chcę z nim gadać i że jeśli nie rozumie angielskiego to mi przykro. A wszystko przez to, że nigdy mi jeszcze nie pomógł, gdy go prosiłam w fabryce o pomoc (np. nie mogłam czegoś podnieść). Z leniwymi cleverami to ja gadać nie będę, tym bardziej chodzić do niego na barbecue. Jego niedoczekanie. I dobrze wiedział, czemu z nim nie gadam. Sluchaaajcie, przeprosił mnie w piątek! Za to że mi nie pomagał itd. Jacie, nie myślałam, że stać go na to. Podałam mu pierwsza rękę na zgodę i tyle. On chyba tego gestu nie zna. Niegadanie z nim było dla mnie mega wygodne. Ten jego inglish był dla mnie totalnie niezrozumiały, teraz się będę musiała znowu męczyć. Mówię wam, blondynki mają tu przejebane!
Wczoraj łaziłam po sklepach. Jejku, to było takie przyjemne! W haendemowskiej przymierzalni stwierdziłam, że mam nogi jak Czarodziejka z Księżyca! Zawsze takie chciałam mieć. Jestem zajarana na maxa i nie mam zamiaru tego zmieniać
Słuchajcie, to że jest już kukurydza to normalka! Ale ja wczoraj kupiłam groszek zielony!
Brytolskie story
Sierpień 18, 2011
Dobra, w końcu przyszedł ten dzień, że mam trochę czasu dla siebie. Najwyższy czas napisać coś tutaj. A więc jestem w UK ! Jak się domyślacie, właśnie pada. Ale do tej pory Anglia nie dawała o sobie znać deszczowo. Padało naprawdę niewiele razy. Może ze 3. Jeśli chodzi o zamieszki, to podobno w naszym mieście coś się działo, ale media tego nie nagłaśniały. Jedynie pocztą pantoflową się rozniosło, że na którejś z ulic (chyba Wellingboro) jakaś bójka była. W każdym razie mam się dobrze. To znaczy wczoraj gorzej, bo nie poszłam do pracy do naszej zajebistej fabryki z powodu złego czucia się. Ale dziś już idę. Chyba ze mną już wszystko gra skoro pofarbowałam włosy, umyłam podłogę w kuchni a o 4 w nocy zmywałam wszystkie gary po mieszkańcach. W ogóle realizuję się tu jako gospodyni domowa. Jak na razie moje wszystkie wyczyny kulinarne przypadały do gustu.
Dzieje się tak wiele, że nie wiem o czym mam napisać! Do Polski na razie nie tęsknię ale też tu nie mam zamiaru zostawać. No…może z jednego powodu bym mogła. Wkurza mnie, że na wszystkich monetach jest ta stara raszpla, zamiast „5” pi albo „1” pound. Do teraz nie ogarniam tych monet ich. No oczywiście funty rozpoznaję na kilometr z portfela, ale z Pi mam dalej problem. Dobrze, że w Tesco są te kasy do samoobsługi. A ochroniarz już mi mówi ‘cześć’ bo tak często tam jestem. Podejrzewam, że gdybym nie miała bandamy na głowie, byłoby inaczej. Ostatnio mi powiedział, że dawno mnie nie było, ale że widział mnie dzień wcześniej jak na kogoś czekałam na ławce. (?) Skubany! Cóż, jeżdżę lewą stroną i jak przez pierwszy tydzień wydawało mi się to debilne, tak teraz jest to już dla mnie normalne. Obawiam się jedynie pierwszej jazdy autem w Polsce i że wjadę na rondo z lewej strony jak potłuczona. Brytole mają tu totalny odjazd. Te dwa kurki w łazience to są naprawdę na chuja pana potrzebne. Albo się poparzysz, albo masz lód. Ja już myję zęby w tej zimnej już.
Co do naszej fabryki, to mamy tam totalną mieszankę międzykulturową. Powoli zaczynam żałować, że mam blond włosy. Jeden murzyn już na samym początku powiedział mi, że będę jego wife. Bo on jest clever a ja dam im goog looking. Jego słowa. Chce się nauczyć polskiego, ale powiedziałam mu, że z 10 lat mu to zajmie. Nie chcę z nim w ogóle gadać. Jest beznadziejny i ten jego inglisz. Jak on bubla! Zawsze się mnie pyta co u mnie i czemu jestem smutna. (a ja go po prostu unikam!). Najpierw mu ściemniałam, że pies mi zdechł, potem jak pytał czemu jestem niemiła, to że nie mam rodziców i wychowałam się w slumsach i nie miał mnie kto wychować. Dwa dni temu dowiedział się, że mam chłopaka w Polsce (liczyłam na odwalenie się ode mnie) a wczoraj ściemniłam że jest w szpitalu i ma operację na wyrostek robaczkowy. Dziś mu chyba powiem, że nie mam humoru bo okazało się, że mój chłopak jest chory psychicznie. Ogólnie jest bardzo wesoło, a momentami bardzo przyjemnie i mamy pompę ze wszystkiego z moją drogą ekipą.
W sobotę byliśmy na imprezie. Miałam okazję wypić moje ulubione Mojito i trochę potańczyć w dobrym towarzystwie… Angielki są takie brzzyyyydkie. Im grubsze, tym krótsze kiecki zakładają. I tak całe miasto wygląda sobotnią wieczorną porą.Nie mam nic do puszytych, dobrze, że się niczym nie przejmują, ale po prostu zaskoczył mnie widok całej ulicy tak ubranej. Totalnie. Może u nas nie ma po prostu aż tyle osób otyłych. A może są, ale ze wstydu nie chodzą na imprezy. A powinny! Co do wagi, to straciłam już 3,5kg. Nie wiem co ze mnie zostanie jak wrócę do Polski.
Zazdroszczę jedynie, że w Polsce jest cieplej niż tu. Ja tak czekam cały rok na lato i dużo się nim w tym roku nie nacieszyłam. Brytole chyba nawet nie wiedzą co to opalać się w ogródku. Mamy zamiar wybrać się do Londynu pod koniec naszego pobytu. Na herbatkę do Królowej.
Tak w ogóle, to coraz bardziej przekonuj się do Facebooka i może go w końcu założę. Jak wchodzę na naszą-klasę, to już mi się odechciewa. No sorry, ja w wieku 23 i mniej nie mam i nie planowałam mieć dzieci. Tam masz bombę dzieciową i nawet jak nie chcesz i tak musisz na to patrzeć. Masakra. Tam się zrobiło „Mama i ja” i „Domowe przedszkole”. Potem ludzie chwalą się wycieczkami zagranicznymi (żenada) a na końcu meblami w domu. Jeny! O ile nie mam pretensji do zdjęć ze ślubu, czy „Z moim skarbkiem” to do reszty się czepiam. Z drugiej strony widzę ile czasu ludzie spędzają na FB i mnie to przeraża. Nie chcę tego samego!
Na razie nie myślę o niczym związanym z Polską. Ani o pracy, ani o studiach ani nawet o tym, o czym najczęściej ostatnio, czyli o samochodzie. Jakoś dobrze idzie mi wrzucenie na luz. Chyba o to chodzi w wakacjach. Mam tutaj swoją teraźniejszość i swoje inne ciekawe sprawy J
Na dole wrzucam parę fot. Nawet jedno z samolotu. I chociaż jesteśmy z Niną hetero, to stewardessa była tak śliczna, że nie mogłyśmy się przestać na nią gapić
Pewnego dnia po naszym ogrodzie zaczął kręcić się ten słodki beagel. Po 2 godzinach przyszła po niego sąsiadka.
Jak patrzę na te foty, to jednak stare one są (sprzed 3 tygodni!). Muszę zrobić nowe, ale prawdę mówiąc, nie mam totalnie czasu na takie rzeczy. Albo jestem w pracy, albo odsypiam albo jem. Dobrze, że dziś znalazł się jeden taki dzień. Dziś wracam do mojej zajebiaszczej factory. Znowu będę Master of Boxes :p
Toronto
Lipiec 15, 2011
Wróciłam! I chociaż było fajnie, to już chcę do Gdaaaańska. Na razie to wróciłam z weekendu, który zrobiłam sobie w środku tygodnia i se pojechałam na Kujawy. W międzyczasie byłam jeszcze na weselu, sesje zdjęciową zrobiłamwcześniej jeszcze . Napiszę jeszcze o tym coś czuję. Na razie jestem na gorąco po toruńsku. W drodze ‘do’ korzystałam z tego, że w pociągu było głośno i uczyłam się capitulo sexto- o zamawianiu taksówki i pytaniu ile coś kosztuje. „Parada de buses”- przystanek autobusowy
I z uporem maniaka powtarzałam na głos sobie zdania różne i korzystałam z tego, że chociaż pociąg zatrzymywał się na różnych stacjach, to nikt koło mnie nie siadał (?) Jestem jakaś nie tego. I tylko babcia obok patrzyła co jakiś czas czy ja gadam do siebie, czy o co mi chodzi. Ta babcia jest na zdjęciach na dole (na tym z napisem „Rynkowo”). Tu sobie jechałam:
Nie dość że na głos po jakiemuś gada to jeszcze zdjęcia robiła wszystkim tabliczkom po drodze. Ta to ma nasrane- pomyślała
A jak już się zmęczyłam hiszpańskim, to sobie słuchałam bałkańskiej muzyki od Kariny. Moja ulubiona to „Disko partizane”.A mijałam takie oto wjochy:
W Bydzi musiałam iść siku, bo wytrąbiłam po drodze całą colusię-napój bogów vel ‘ambrozję’ . Ta fota z dołu jest z już z dnia powrotu (też wytrąbiłam całą colę). Na potrzeby podróży wzięłam małego Canona.
W tym kiblu ( chyba nie zasługuje na miano ‘toalety’) było jak w kiblu z podstawówki. I ten papier powieszony obscenicznie na środku. Każdy widział ile kto urywa. Jeszcze przy okazji się z Żó-Żó spotkałam w Brzydgoszczy, gdzie przeniósł się z naszego zacnego Gdańska :) Na peronie namiętnie całowały się jakieś lesbijki. Wakacje są no! Za niecałą godzinkę byłam już w Toronto. Jak weszłam do budynku dworca, to aż zaparło mi dech w piersiach i pozdrowiłam w myślach kochaną komunę. Zachwyciłam się tym sufitem. Lubię takie rzeczy odkrywać. Taka festet komuna aż boli:
ten sufit był boski. W kropki dziurki był
Najpierw lesby, potem koleś robił sobie laskę na „Rapacha” jak czekałam na autobus, ale to już w Toruniu. Jak tylko patrzyłam w prawo –przestawał. Ja nie wiem na co on się gapił. Na te dwie rodzynki co udają mój biust? Czy na dżinsy zakrwające mnie od kostek po pas prawie. Drogę miałam ciekawą, nawet jechałam drajwą z Tesco:D Przyjechała ze wsi, a się wozi. Potem już było tylko fajniej. Zastała mnie niespodzianka: porobione sałatki i szampan z okazji moich (wtedy) wczorajszych urodzin! Szoook! Wieczór znów był skandynawski :)
Nastęnego dnia ekipa się ciut wykruszyła (te skandynawskie wieczory!) i pojechałyśmy nad jezioro za miasto:
Moja leciwa dupa przez pół drogi siedziała na (kadłubie rowerka?), ale potem już pedałowałam. Ba, byłam odpowiedzialna za parkowanie. Przybyłyśmy do tamtejszej „mariny” (hehe) o parę minut za szybko, więc na głos przy kolesiu mówie, że zapłacone to przesiedzimy te 7 minut. A co. To się wszystkie czesać zaczęły
Miał z nas pewnie pompe.
Wracając przeczytałam 1,5 gazety. Lubię Angorę! Czytałam o kolesiu, który postanowił sobie wykopać na podwórku kanał do naprawiania samochodów, znalazł pod ziemią zabetonowanego drugiego kolesia i o strojach kąpielowych w epoce wiktoriańskiej. Maaatko, ci to mieli. Ja bym tam wyskoczyła w bikini na te plaże i rozgoniła to niewydymskie towarzystwo. Plaże były osobne dla obu płci. Jaaa! Był też artykuł o profesorze J. z UG, który siłą odebrał swojej byłej żonie ich synka nad ranem z policją i kuratorami. Głośno o tym jest ostanio, w tok fm widziałam też. Mały boi się ojca i reaguje na niego paniką i płaczem. Gratulujemy sędzi Annie P. jakże mądrego wyroku. A profesora J. należy się tylko bać. Za 2 miesiące mam z nim zajęcia. Nawet interwencja zrobiła o tym maetriał:
Czytałam jeszcze o innych pierdoletach ale już pod koniec mi się nudziło:
Jedynie prowadzenie auta jakoś osłodziło mi powrót
Nie lubię się żegnać i odjeżdżać… ;/
Groszki i róże..
Lipiec 2, 2011
Cały dzień nucę dwie piosenki na zmianę. Czekałam, aż je wrzucą na yt. Oglądałam ten koncert jak leciał na żywo i chętnie kupiłabym płytę, gdyby taką wyprodukowano „Panna Madonna Legenda tych lat- w hołdzie Ewie Demarczyk”. Czyli chodzi o nasze Opole tegoroczne. Same dobre aktorki śpiewały i wokalistki. Z przewagą aktorek. Do tej pory wiedziałam, że moja mama na pewno kojarzy jej piosenki, ale nie ja. A teraz już nawet ja. Chyba ze 4, nieee, 5 lat temu ostatnio słuchałam poezji śpiewanej. I to Grechuta był. Jednak mam te nawroty. Naprawdę posłuchajcie. Ja się roztapiam w tym
Groszki i róże
Valse Brillante:
Chyba zacznę czytać jakąś książkę. Troche ich mi się uskładało. Tych pod tytułem „ w wakacje będę mieć czas to przeczytam”. Pogoda skurwysyńska, to akurat się nada. Ale i tak coś czuję, że przeczytam coś zupełnie innego. Nurowskią. Ona mnie tak porusza, wzrusza, skrusza, wszystko! Jej książkę „Listy miłości” przeżywałam chyba 2 lata… Najmocniej mną poruszyła. Ale nie do łez. co wy, znacie mnie. Mocna była, takie lubię. I pamiętam.
Zrobiłam dziś deser z ostatnich kupionych truskawek. Dorzuciłam też brzoskwinie pokrojone w paski. Wyglądają jak frytki
Smacznego!
Boczek i Madam Dupari
Czerwiec 29, 2011
Zjarałam się na murzynkę. Przepraszam, Afroamerykankę. Moje nogi wyglądają jak dwa kawałki boczku. Boczek jest czerwono biały i moje nogi też. Przyjarało mnie na udach na kolor czerwony a boki mam białe. Flaga Polski też może być a co. Cały dzień na plaży a potem zdziwienie w domu. Nie poznałam się w lustrze jak weszłam na chate. Na razie robię sobie okłady, ale już czuję, że nocka będzie ciężka… Po maślankę muszę skoczyć, pomaga na opaleniznę. Rok temu wypróbowane, Baśka mi to podpowiedziała. Pierwszy dzień szaleństwa a ja już taka zmasakrowana. Dobrze, że to wesele nie jest w tę sobotę. Na ryjcu też jestem spieczona jak świniak z rusztu. Tutaj nic jeszcze nie zapowiadało tragedii:
Wakacje pełną gębą! Sesja zdana! Wrzesień mam tylko dla siebie. Jupi! Do morza też już dziś weszłam po szyję. Fajosko było, tylko miałam wrażenie, że znowu zgłośno gadam na plaży. No ciekawe historie to ja też opowiadam. Coś z tych dwóch na pewno. Gdyby od gadania się chudło, to mogłabym być modelką. A poza ty bardzo lubię odzew moich czytelników! Czy to w komentarzach, czy to na żywo. Wtedy mobilizujecie mnie do pisania. Tak też jest dziś. I like it! I want more and more
Wczoraj znów wzięłam się za gotowanie. Zrobiłam Papardelle z kurkami w kremowym sosie. Boczek (czyli obecnie moje nogi) też tam był. Przepis zerżnięty żywcem z neta. Nie wiem czy jest sens wstawiania tu całych przepisów. Jak ktoś będzie chciał, to niech wyśle komenta, na pewno odpiszę. Ja was mogę jedynie zachęcić zdjęciami z mojej kuchni.
sos: kurki, boczek, cebula. jogurt grecki, serek topiony, sól , pierprz
makaron jajeczny papardelle:
Na końcu wszystko łączymy i podajemy z pomidorkami do smaku
Słyszałam, że niektórzy nie gotują wcale, bo szkoda im na produkty. Produkty nie muszą być najlepsze. Mieszanka dopiero robi swoje, ugotowanie, przypieczenie. Polecam TIP w Realu, produkty firmy Real (również w Realu) , WIODĄCĄ MARKĘ w E. Leclercu no i oczywiście PRODUKT DLA BIEDRONKA w sklepie dla biedaków (wg J.Kaczyńskiego)
Tortille polecam zwłaszcza w Biedrze. O niebo tańsza. Na pierś z kurczaka też nie narzekałam. Zuważyłam też, że dla biedronkowej „Krainy smaków” produkują najlepsze marki, tylko pod niższą ceną. Sokołów, Virtu… Trzeba czytać etykiety! Mam teraz zarąbiste mleczko do czyszczenia marki Real dzięki któremu moja łazienka lśni niczym w reklamie CIF. Liczy się efekt końcowy a nie drogość produktów.
Wpadłam ostatnio na panią Basię z klatki B. Siedzę i się ryję do kompa. Najbardziej nie mogę z tego, jak do święconki zamiast kiełbasy włożyła pieczone udko kurczaka.. Dołożyła tam jeszcze prezent od fanów:
-Mam też zioło. Dostałam z oazy od młodzieży.
- Co to jest? – spytał.
- Oregano! – odpowiedziała Baśka. Co za zapach, a co za dotyk. Jakie to leciutkie!
- Zobacz jaka rewelka, skaczące japońskie jajka! Cyk, jak w golfa.
- Nagle patrzę, a ona miała siewieczkę zapaloną w koszyczku!
-Madam Dupari! Same Sophie Loren.
-Aaaa spierdalam bo zaczyna padać wiesz, no, cześć !
Nie mam dziś dobrego humoru
Czerwiec 18, 2011
Już w poprzednim poście miałam Wam napisać, że mam nową platoniczną miłość. Kuźniar sobie u mnie zajechał, że ma narzeczoną Magdę ;/ Oniemiałam, jak zobaczyłam u Wojewódzkiego Leszka Możdżera!!!! Aaaaaaaaaaaaa! Inteligentny, wrażliwy, zdolny, otwarty, z poczuciem humoru i niesamowitym dystansem do siebie. Boski no. Jestem nim oczarowana! No i…jest z Gdańska! 
Ten glut na serduszku to nie wiem co miał oznaczać. Poniosło mnie w Paint-cie . Te dołeczki…Oczywiście, pewnie nigdy go nawet nie spotkam, ale lepsze już to, niż Kuźniar w Warszawie. Powierzchownie widać i wszystko wskazuje na to, że mi szajba odbiła, Moi Drodzy Czytelnicy. Ale na poważnie w życiu real pozostawiam sobie dużą sferę prywatności w kwestii TEJ czy TAMTEJ i tak już zostanie:) <3
W środku tygodnia zrobiłam sobie weekend. Niestety, nie zrobiłam planowanej sesji zdjęciowej, gdyż modelka delikatnie mówiąc mnie olała. Szkoda tylko taszczenia sprzętu;/ Ah, szkoda też gadać. Przypomina mi się teskt w tym momencie Violetty Kubasińskiej z „Brzyduli” – „Kubasińskiej się nie wystawia. Chyba, że w teatrze”
Podczas mojego ‘weekendu’ prowadziłam busa A. i śmiałam się z nim wniebogłosy w przyjezdnym bistro. Pysznie tam gotują! Tradycyjnie też zaszliśmy do ich sklepiku i wszystko mnie tam znów zachwycało. Torebki z Wittchen (wiecie, że to polska firma?), buty z Emu, okulary z Ray-Ban i inne rzeczy z mega dobrych i znanych marek. A jak wpadliśmy do działu z zabawkami to był koniec świata:
Siedziałam też sobie nad zalewem i odpoczywałam od harmideru miasta. Lubię to. Ale po dwóch godzinach zwęszyły mnie szerszenie i musiałam się zawijać. Jeden nawet wplątał mi się we włosy.
Powrót był ‘wspaniały’. Jechałam w czerwcu ogrzewanym pociągiem! Cudownie. A w zimę doprosić się nie można, żeby ogrzali pociąg, tylko w kurtce całą drogę siedzę, rękawiczkach i czapce. Tam i z powrotem jechałam ze szkolnymi wycieczkami. Fajne te łobuzy. Lubię gadać z dziećmi. Dziś dałam jednemu wiatraczek w tramwaju, który wcisnęła mi hostessa z Nestea.
Nie mam dziś dobrego humoru. Rzucę się zaraz w wir liczenia zadań ze staty. Są całkiem przyjemne, a może to tylko wewnętrzna urojona perswazja, bo egzamin lada dzień?
Gaga też ma smutne piosenki.
Dżem seszyn do rana
Czerwiec 14, 2011
Mater deon! Jestem taka głodna, a nie mam nic w lodówce. To znaczy mam, ale nic, czym bym się najadła a gotować mi się nie chce. Chyba zaraz skoczę rowerkiem do Kmarka na naleśniczki. Generalnie jestem dziś po egzaminie śmierci-po psych. osobowości. Nawet jakbym się 2 lata uczyła do tego przedmiotu, to pytania pewnie wywarłyby na mnie takie samo wrażenie, jak dziś. masakraaaaaaaaa. Jak to zdam, to zrobię coś szalonego. Tatuaż czy coś. Tak samo gadałam rok temu przed ‘emocjami i motywacjami’ i w tym roku przed ‘różnicami”. I co? I jednak nie powiedziałam panu z warzywniaka, że ma seksi zeza.
Pojutrze robię nową sesję zdjęciową. Ihaaaaa! Chyba robimy motyw dworca, gdyż moja modelka chce eleganckie zdjęcia, a nie chce nam się daleko jechać nigdzie. Zobaczymy pojutrze. Dawno nie bawiłam się w fotografa. Zawsze mam na uwadze to, żeby były dobre technicznie, ale też w dużej mierze by podobały się mojej modelce. Zauważyłam, że te sesje mają funkcję terapeutyczną-podnoszą samoocenę. Jeszcze dwie w Gdańsku muszę zrobić- P. i E. Bo prosiły mnie całą zimę, a ja mówiłam :poczekamy na wiosnę.
Tak więc ostatnio :
…chodziłam spać o 4:00 , wstawałam o 10:00. Wszędzie książki, kserówki, notatki….
…lektury obowiązkowe czasami naprawdę mnie zaskakiwały i już mi się odechciewało spać
…stawałam również w obliczu trudnych wyborów…
…a żeby tylko się nie uczyć testowałam mój nowy eyeliner i malowałam oczy we wszysich kolorach, jakie mam w kosmetyczce. W ramach prokrastynacji umyłam również łazienkę o 3 w nocy na błysk.
Za sobą mam już 6 egzaminów. Za tydzień ostatni. W nawale teorii aż przyjemnością będzie liczenie zadań na state. Aż mnie to teraz pociąga
I wiecie co, przynajmniej 10 razy dziennie słucham tej piosenki. Kocham to:
Dla zainteresowanych powyższą lekturą: Rollo May : Miłość i wola
Łzy z dżemu
Czerwiec 5, 2011
Ej dobra, trza się wziąć za naukę, żeby nie było takiego przypału jak tydzień temu. Gadam sobie ze znajomą o pierdołach, aż w końcu ona mówi, „dobra Karola, ja musze spadać, jutro te dwa egzaminy. Cooooooooo? O my Godness! Zapomniałam! Dacie wiarę? Zapomnieć, że ma się jutro dwa egzaminy!? Zakręcona jak ruski słoik, albo gorzej. Sama nie wiem jak to się stało. Ale nic, wzięłam się za naukę i chyba je zdałam. Okaże się w środę. Może nawet jeden na piątkę. Ale to były na szczęscie lajtowe egzaminy. A teraz zdycham po imprezie, a powinnam się już uczyć na następne. Trzy mam w następnym tygodniu. Damy radę! Na balkon wstawiłam swoje zapasowe rozkładane łóżko i zrobiłam sobie „Świątynię dumania Karoli”. Może gdzieś w oddali od drogi byłoby to ok, ale niestety szum tramwajów i uliczny harmider nie sprawiają, że mogę to do końca nazwać świątynią. Jem paluszki, popijam colusią, czytam sobie slajdy, ale ze stoperami w uszach. Niestety, coś za coś. Ale dobrze, że w oddali chociaż widać urywek morza.
Chciałam przeczytać „Trędowatą” ale z tego co widzę, to sobie Panna Stefcia jeszcze poczeka. Na razie osobowość, kliniczna, stata… Nie da rady.Przyjemnym oderwaniem się jak zawsze jest gotowanie ale i też nauka hiszpańskiego. Wgrałam sobie na mp4 wszystkie pliki z płytki „Blondynka na językach” i słucham sobie. Donde esta el restaurante„Quatro gatos”? Próbowałam wczoraj na imprezie mojego hiszpańskiego, bo wiadomo, że pełno turystów i erazmusów. Yhhhh, długa droga przede mną. Więc najczęściej w odpowiedzi z mojej strony padało niestety „no entiendo”
Mój hiszpański jest jak na razie jak pół włosa na głowie Violetty Villas.
Wiecie co,,,prawie się poryczałam jak zobaczyłam w piątek Korę na Top Trendach. W telewizorze! Kruca! a robiąc sobie herbatę widziałam za okne bycze „Ergo Arena”. No wkurw! Na maxa! Czemu ja nie zorientowałam się wcześniej. Co prawda, ukochany Maanam, to Maanam, ale Kora była ich flagową gwiazdą. Strasznie podziwiam jej głos, charyzmę, zdeterminowanie. Te piosenki, emocje, które wzbudzają, te werble… Te charakterystyczne werble były znakiem rozpoznawczym kiedy władze zabroniły grać ich w radiu. Mądry Niedźwiedzki zrobił z ich werbli dżingiel w Trójce, a potem wielkim szumem wtargnęli na polską scenę muzyczną ponownie. Pięknie mówił o niej Niedźwiedzki zapowiadając ten koncert. Odwołał się do wspomnień właśnie z czasów komuny. No jednym słowem już dochodzę do siebie po tym, ale ze łzami w oczach oglądałam ten koncert. Zabrakło mi „Boskiego Buenos” i „Szarych miraży” i też takiej zapomnianej piosenki „Parada słoni”-pisałam o niej kiedyś tutaj. Cała moja wiosna poprzedniego roku miała słony smak portowej dzielnicy…Luciola.
Wracając do gotowania, to ostatnio przyrządziłam Ratatuja. I chociaż nie wspieram się żadnymi gotowymi „przepisami na”, „pomysłami na” to tutaj musiałam kupić ten specjalny sos do ratatuja. Potrzebna była cukinia, pomidory, papryka, mięso mielone, czosnek, oliwa, ser, włoskie przyprawy i kawałeczek wolnego popołudnia.
A tutaj klatki filmowe
Wyglądam jak Pokemon
Dziś mam ochotę na naleśniki. Ostatnio robiłam gryczano-orkiszowe. Dziś mam ochotę na te zwykłe. Do dżemu dodam cynamon, nie mam niestety twarogu w domu
Tylko że ja się uczyć miałam, a nie znów stać nad patelnią… Aporpo dżemu, to byłam na „Dżemie” na juwenaliach. Zawsze chciałam zaśpiewać szalejąc w tłumie „Harley móóóóóój”. Ubrałam się jak na rockowy koncert przystało, czerwona przepaska banana, skóra i marmury. Uwielbiam się tak ubierać. Ale jak sekretarka też się jeszcze czasem ubieram
A teraz same wesolutkie klipy. Tego słucham od wczoraj jeden po drugim. To jest prawdziwa muza.
A jak to oglądam, to ryje się jak Marjola:
http://szymon.plejada.pl/25,22202,2,odc_13_seria_xii,1,wideo.html#autoplay
Klepnij mnie!
Maj 24, 2011
Zaraz spadam, ja tylko na chwile. Mieliśmy dziś w Transcomie fajną akcję pt. „Klepnij mnie”
Odciskaliśmy swoje łapy na wolnej ścianie. Agencje postanowiły ubarwić nasze wieeelkie nowoczesne biuro.Ładne kolorki wybrali tych farb. Wiecie jaka farba jest w dotyku milusia? Krzysiek zrobił fotę nawet. Moje to są te jedyne, wyjątkowe i absolutnie czadersko wypasione łapy. Wiadomo, że Królowa wyróżnia się z tłumu i jako jedyna odcisnęłam do góry nogami jako jedyne. Czułam się jak aktorka z Klanu na promenadzie gwiazd w Międzyzdrojach!










































