Moja facjata w angielskiej rzeczywistości

Wrzesień 29, 2011

Siedzę w kuchni i jem na przemian sałatę i żelki Haribo. Wiecie co, przereklamowane są. Ani to to miękkie ani jakoś szczególnie dobre. Już wolę miśki żelki z Jutrzenki. A bo tak wisiały w funciaku to wzięłam pakę. Na tym właśnie zarabia świat- na takich Karolinach  „dooobra, raz se kupie”. Zapasy porobione, właśnie wróciłam rowerem z Tesco. Trochę się na mnie ludzie dziwnie gapili jak jechałam i śpiewałam „Dżuda, Dżuda-haaa…” ale do tego chyba już się przyzwyczaiłam. A kto mnie tu zna!? Zauważyłam jednak, że w Gdańsku zaczęłam się pilnować i nie robię z siebie kretynki tak często, jak jeszcze ze 4 lata temu. Zawsze jakoś ktoś znajomy się nawinie. Przecież już jakiś czas temu spotkałam TL-ra z mojej roboty w Leclerku. Ten patrzy, a ja z wózkiem na kółkach jak babcia ze straganu. Tata mi kupił ten zarąbisty wózek. Szkoda tylko, że w jakąś zwykłą granatową kratkę, a nie chociaż podróbkę Burberry…

Dawno już tu nic nie pisałam. AHhh, bo powiem wam, że jak mam wolne, to biorę mojego zarąbistego konia (bike) i jadę do miasta a jak wracam to gotuję jakieś obiadki i tak czas mija, że o jassminum zapominam. A dużo się nazbierało. Po pierwsze zmieniłam pracę na początku września! Jeeeee! W poprzedniej już się męczyłam i czułam się jak jeleń. Trzeba było znaleźć coś lepszego, mniej męczącego i bliżej. I udało się. Czułam, że nie zawiodę się na The Best Connection. Mike od razu wydał mi się profesjonalistą, a że non-stop nosiłam czerwoną bandamkę-poznawali mnie na wejściu. Obecnie pracuję z kolejną mieszanką kulturową. Tym razem otaczają mnie panowie z Somalii: Abdi, Oma, Ali, Adam, Hussain i syn Abdiego, który ma pokręcone imię i wygląda jak młody Michael Jackson. Każdy z nich ma piątkę dzieci, no oprócz tego młodego. Wręcz jego tata mówi do mnie ostatnio, że syn nie ma dziewczyny i jest „still virgin”. Hahhahaha. W islamie jest to bardzo oczywista i otwarta rzecz. Generalnie bardzo mi  pomagają, Abdi szczególnie. Jest w wieku mojego taty i wziął sobie mnie do serca. Rozmawiamy o naszych krajach, o kulturze, o religii. Ja się go pytam -„A słyszałeś o naszym prezydencie”? –„O tak, Rosjanie go zabili”. No jeśli reszta świata też tak myśli, to ja nie wiem. Ostatnio rozmawialiśmy tez o komuniźmie. W Somalii to dziadostwo też było. Słuchajcie,a jaka byłam zdziwiona kiedy mój TL (55 letni Clive, Anglik) wiedział, że Lech Wałęsa jest z Gdańska! Szok! Codziennie coś mnie szokuje. Dziś zaszokowały mnie zasady pewnej siłowni. Na basen nas nie wpuścili, bo szkoły miały w tym czasie lekcję. OK. No to idziemy na siłkę.- Nie nie nie, pani nie może. –Jakto? –Nie, bo musielibyśmy Panią najpierw zarejestrować, później musiałaby Pani przejść szkolenie z naszym trenerem, jak poprawnie ćwiczyć, ale teraz go nie ma bo jest na urlopie. Zapomniałam! Przecież Angole mają fisia na punkcie ‘health and safety”. Mają od tego specjalnych managerów. Tutaj bycie miłym, puszczenie oczka czy przyniesienie pani z okienka Kawy Jakobs nie zadziała. Oni wszyscy są dla wszystkich baaaardzo mili. A idź sobie do nas na pocztę. I jak jelenie staliśmy wystrojeni w najlepsze dresy z domu.  To sobie popływaliśmy że hej. Za tydzień im nie daruję.

Nie wiem czy w Polsce, ale tu jest ostatnio baaardzo bardzo ciepło. A niby już kalendarzowa jesień, a chodziłam sobie pomieście na krótkim rękawku, podczas gdy ostatnio zawsze była to albo bluza albo kurtka. Ja w kurtce, Angole w japonkach. Ci to mają dopiero odporność. Zahaczyłam o stałe punkty na mojej mapie. Oczywiście był to Primark. W tę jesień będę „dziewczyną farmera” i kupiłam drugą już tutaj koszulę w kratkę. Będę się starała umiejętnie farmerstwo połączyć z rockiem i stylem motocyklowym. Zobaczymy co z tego wyjdzie. Musiałam zajść do polskiego sklepu, bo ja tutaj śmietany nie umiem kupować, przyznaję się bez bicia. Niby creme ale dla mnie to oni tam i tak jogurt naturalny wcisnęli. Musiałam dokończć moje danie szpinakowe, więc zaszłam. Miło poczułam się widząc znajome marki i opakowania na regałach. Jestem w domciu. Ale jak stanęłam w kolejce to już nie było tak milusio. Uwaga, buractwo się szerzy. Nieeeeee, i ja muszę do tego wracać. Nie nie nie.

Zaczęłam ostatnio pstrykać zdjęcia telefonem z moich ulubionych miejsc tutaj. Albo jakichś szczególnych, w których często bywam. Moja facjata w angielskiej rzeczywistości:

Break w nowej robocie:

Samochód, za którym teraz sikam (Nissan Leaf) :

Czekanie na autobus a raczej zastanawianie się, czy szminka mi się nie rozmazała:

Ostatni dzień w starej robocie (break):

Luba (Czech) -ziomal z pracy:

Nasze ulubione przejście:

I kluby:

Te szeregowce zdobyły moje serce:

Dooobraaaa, lece do pracy! Pozdro for All !

Dodaj komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Zmień )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Zmień )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.